Okręgowa Izba Lekarska w Krakowie w latach 1945-1950 Utwórz PDF Drukuj Wyślij znajomemu
Powojenne dzieje izb lekarskich w Polsce to nie tylko proces ich ubezwłasnowolniania i w końcu likwidacji, ale i klasyczny przykład działania systemu politycznego, którego celem było zniszczenie demokracji i samorządności we wszystkich dziedzinach życia, a wszystko pod pozorem dobra społecznego.
 
A zaczęło się to wszystko już na początku 1945 roku od wydawałoby się w miarę normalnej działalności podjętej przez okręgowe izby. Izba w Krakowie wznowiła swoją pracę 22 lutego jako kontynuatorka izby przedwojennej. Miała tylko zmieniony obszar. W jej gestii znalazło się woj. rzeszowskie, należące przed wojną do izby lwowskiej, a odszedł do izby Śląsko-Dąbrowskiej z siedzibą w Katowicach, teren Zagłębia Dąbrowskiego.
 
Zarząd nawiązywał do składu sprzed wojny. Z przyczyn bądź nieobecności w kraju, bądź śmierci kilku członków ukonstytuował się on następująco: Jan Kazimierz Gołąb - p.o. prezes, Marian Ciećkiewicz - sekretarz, Jerzy Lebioda - skarbnik. Kolegium Rzeczników Dyscyplinarnych kierował Tadeusz Keller, a po jego śmierci Ferdynand Pawłowski. Sądowi dyscyplinarnemu przewodniczył Zdzisław Czaplicki.
 
Izby Lekarsko-Dentystyczne wybrane we wrześniu 1938 roku nie miały zbyt długiego czasu na zaistnienie. Podobnie jak izby lekarskie odrodziły się po wojnie samoistnie. Tak jak przed wojną prezesem był Kazimierz Dominik, zaś wiceprezesem kpt. Mansfet Pyrka. Kazimierz Dominik był prezesem do kwietnia 1948 roku, po czym OIL-D złożyła mu w specjalnym przesłaniu uznanie, pokłon i podziękowanie za pracę. W następnym zarządzie już go nie było.
 
Wszystkie izby bezpośrednio po wojnie działały wg zarządzeń przedwojennych, ale tak naprawdę były nieformalne, bo Ministerstwo Zdrowia zwlekało z oczekiwaną od początku ustawą o ich powołaniu. Ogłoszone wreszcie 8 września 1947 roku rozporządzenie mówiło o tymczasowości izb. Mimo widocznej wyraźnie jego prowizoryczności, dało ono jednak podstawę do powołania Naczelnej Izby Lekarskiej oraz zarządów izb okręgowych i sądów dyscyplinarnych. W Krakowie powierzono stanowisko prezesa - Jerzemu Jasieńskiemu, wiceprezesa - Janowi Grabczyńskiemu, sekretarza - Aleksandrowi Ameisenowi, skarbnika - Władysławowi Fejkielowi. Jak widać ze składu nastąpiła kompletna wymiana władz zarządu. Podobnie w izbie lekarsko-dentystycznej prezesem został Stanisław Cyklis, wiceprezesem Henryka Podgórska, a sekretarzem Helena Rudzińska-Uśpieńska.
 
Walkę o status izb i właściwe zarządzanie rozpoczęła NIL pod wodzą prof. Mieczysława Michałowicza swego przedwojennego jeszcze prezesa. Niestety, gdy uzupełniano skład zarządu NIL już w lipcu 1945 roku po powrocie profesora, wszedł do niego dr Jan Rutkiewicz, przewodniczący Zarządu Głównego Związku Zawodowego Pracowników Służby Zdrowia, członek PPR, mający ścisłe powiązania z władzą, który razem z Franciszkiem Litwinem, ministrem zdrowia, znalazł się we władzach NIL z nadania rządowego. Tak naprawdę ta dwójka miała za zadanie zniszczyć izby samorządowe, zaś jedyną organizacją środowiska lekarskiego miały być związki zawodowe podporządkowane dyrektywom partyjnym. Do tego, do Związku Pracowników Służby Zdrowia mogli należeć tylko lekarze zatrudnieni w Publicznej Służbie Zdrowia. Dyrektywy partyjne wyraźnie nakazywały, by lekarze nie tworzyli własnego związku, a wchodzili w struktury ogólnospołeczne np. do owego modelowego związku obok lekarzy mieli należeć pracownicy administracji, obsługi, transportu, kuchni, pralni itd.
 
Wszelkie inicjatywy NIL, którymi próbowano ratować izby za prezesury prof. Michałowicza, były skrzętnie pomijane, zacierano ślady ich istnienia, decyzje odsuwano w nieskończoność. Bezprawie odbywało się bez dokumentów, zachowało się tylko kilka bezwartościowych świstków. Dodatkowo w sukurs polityce Ministerstwa Zdrowia już w lutym 1946 roku przyszły izby skarbowe, które przystąpiły do niszczenia prywatnych praktyk lekarskich poprzez nakaz wykupienia „kart rejestracyjnych" oraz wniesienia niepomiernie wysokich opłat na premiową pożyczkę odbudowy kraju, nie mówiąc o podatku obrotowym i dochodowym. Pismo NIL o ulgi, oczywiście, nie odniosło żadnego skutku. W ogóle walka NIL z izbami skarbowymi, wprawdzie uporczywa i długotrwała, tak naprawdę nic nie dała.
 
W 1946 roku pojawiła się nowa szykana - przymus osiedleńczy. Lekarze z „przeludnionych medycznie" miast mieli przenosić się na Ziemie Odzyskane, ale nie tylko, bo też na prowincję „dla dobra ludu pracującego miast i wsi!".
 
Sprawy przekazywane przez izby okręgowe do NIL i dalej do ministerstwa czy komisji sejmowej, zwłaszcza gdy ocierały się o politykę, nie mogły odnieść żadnego skutku, bo gdzieś po drodze się zapodziewały. Niech przykładem tego procederu będzie sprawa, którą wniósł w imieniu izby krakowskiej Marian Ciećkiewicz w maju 1946 roku, a dotyczyła ona represjonowanych lekarzy za pomoc świadczoną członkom partyzanckiego podziemia. Jego interwencja domagająca się zwolnień lekarzy z więzień, a uogólniona na podobne sprawy z innych terenów, opierała się na fakcie, że aresztowania odbywały się bez podawania jakichkolwiek podstaw prawnych, tłumaczących przyczyny osadzania lekarzy w więzieniach i aresztach. Izba w Krakowie otrzymała odpowiedź dopiero po roku, która zawierała drobiazgowe przepisy, co mają robić lekarze, sołtysi, wójtowie, posterunki milicji itd. w podobnych sprawach, bez bodaj jednego zdania „na temat". Pismo podpisał dyrektor departamentu w ministerstwie dr med. Z. Grynberg, który potem wielokrotnie „wsławi" się podobnymi pismami lub wypowiedziami w służbie nowego ustroju stylem nowomowy partyjnej, nadużywając pojęć „zdobycze klasy robotniczej", „należy zniszczyć wszelkie siły reakcji" itp.
 
Podobnie działo się z wszelkimi postulatami dotyczącymi podniesienia wynagrodzeń lekarzy. Pisma typu: „ Nie żądamy dla stanu lekarskiego specjalnych względów ani wyróżnienia. Pragniemy tylko zapewnić lekarzom środki do spokojnej i wydajnej pracy zawodowej, niezakłóconej ciężką troską o byt" - były lekceważone. Zignorowano tzw. listę zaniechań Ministerstwa (ustawa o statusie izb okręgowych i NIL, wyborach, sądach dyscyplinarnych, specjalizacjach, wynagrodzeniach). Wygrane referendum „3 x Tak" i przyszłe styczniowe, z przewidywanym wynikiem wybory do Sejmu pozbawiło NIL i okręgowe izby złudzeń, co do przyszłości samorządu lekarskiego. Przyszłość miał tylko Związek Zawodowy Pracowników Służby Zdrowia.
 
Metody walki z samorządem lekarskim tj. opóźnianie odpowiedzi, niszczenie dokumentów, brak zapisów z zebrań, na których wyrażano niepokój i bezradność wobec poczynań administracji sterowanej przez całkowicie podległe władzy Ministerstwo Zdrowia wzmogły się szczególnie po 8 października 1947 roku, gdy prezesem NIL został Jan Rutkiewicz. Ta nominacja ułatwi wkrótce „zniesienie" izb, najpierw jednak prof. Michałowicz zostanie wiceprezesem, a po dwu tygodniach pełnienia tej funkcji podziękuje mu się za pracę.
 
Równocześnie potęgowała się samowola skarbówki. Lekarzy oskarżano o fałszowanie zeznań podatkowych, o zaniżanie dochodów, o niesumienność. Dochód izb obłożono podatkami. Już w 1947 roku prokurator Bednarz groził lekarzom obozem za rzekomo wygórowane stawki czy źle prowadzone księgi. Na arenie walki z samorządem pojawił się wiceminister Bogusław Kożusznik, którego podpisy widnieją pod najbardziej restrykcyjnymi dokumentami.
 
Prof. Michałowicz próbował także walki w Sejmie jako poseł Stronnictwa Demokratycznego, aż w końcu oświadczył publicznie, że nie będzie uczestniczył w demontażu izb. Mimo nagonki, większość izb była lojalna wobec samorządu. Dopiero po pewnym czasie w niektórych izbach zaczęły się „rozbijackie" działania żądające zmian „w celu odmłodzenia władz NIL i w okręgach, by nie zginęły na uwiąd starczy".
 
Kolejnym posunięciem władz była likwidacja (bez uzasadnienia) w 1949 roku Dziennika Urzędowego Izb „W służbie zdrowia". Po prostu wstrzymano konieczne do jego wydawania subsydium. Był to dotkliwy cios dla samorządu, bo publikowane w nim projekty ustaw, apele, żądania, oceny izb okręgowych i NIL, które nie docierały do Sejmowej Komisji Zdrowia i nie przynosiły oczekiwanych rezultatów, przynajmniej informowały środowisko o działaniach samorządu. W jego miejsce powstał tygodnik „Służba Zdrowia" - organ Związku Zawodowego Pracowników Służby Zdrowia i Ministerstwa Zdrowia.
 
Na izby nastąpił również atak prasowy. Zarzucano im np. wrogość klasową, gdy nie chciały rejestrować lekarzy nie posiadających dyplomów lekarskich nostryfikowanych przez polskie uczelnie medyczne. Wobec tego władze przeniosły rejestrację do urzędów wojewódzkich.
 
W 1948 roku zadecydowano ustawowo o obowiązku pracy lekarzy w zakładach społecznej służby zdrowia. Wieloetatowość i przeciążenie pracą było lepiej widziane niż praktyka prywatna. Sankcją za niepodjęcie pracy w zakładzie społecznym było zawieszenie praktyki lekarskiej. Usankcjonowano „nakaz pracy" ubezwłasnowolniający lekarzy w prawie wyboru miejsca zamieszkania. Dr Eberhardt, w imieniu departamentu Ministerstwa Zdrowia, poinformował środowisko lekarskie w listopadzie 1948 roku, że nowa ustawa o powszechnej służbie zdrowia nie przewiduje zapisywania się na członków izby lekarskiej, a dr Jerzy Suchanek na tym samym posiedzeniu izby w Warszawie stwierdził, że likwidacja izb została przesądzona.
 
W styczniu 1950 roku Ministerstwo Zdrowia przesłało do zaopiniowania NIL projekt dekretu o zniesieniu izb lekarskich i lekarsko-dentystycznych. Majątek izb miał zostać przekazany związkom zawodowym lub skarbowi państwa, a fundusze Kas Zapomogowych, Samopomocy i pośmiertne do Państwowego Zakładu Ubezpieczeń Wzajemnych. Uzasadnienie zniesienia izb było bardzo charakterystyczne dla nowej rzeczywistości i mówiło o kapitalistycznym rządzie przedwrześniowym, który dążył do rozbicia toczonej walki klasowej grupując przymusowo lekarzy i lekarzy dentystów w izbach jako narzędzie walki politycznej.
 
Rzekome opiniowanie tego dekretu nie miało żadnego znaczenia, bo w grudniu 1950 roku Sejm uchwalił, bez żadnych zmian projektu dwie ustawy: wcześniejszy dekret o zniesieniu izb i drugą o nakazach pracy dla lekarzy.
 
W grudniu 1950 roku w Krakowie nastąpiło nie tylko przejęcie przez likwidatora majątku OIL, ale i bezwzględne wyegzekwowanie nawet zaległych składek od lekarzy. Zabrano również pieniądze z Kasy Wzajemnej Pomocy Lekarzy, z których likwidator utrzymywał swój urząd i finansował wszelkie prace administracyjne. Była to bezprzykładna grabież. Dwa budynki OIL: na Krupniczej 11a i Szczepańskiej 1 przeszły na rzecz Skarbu Państwa. Mówi o tym „Protokół Likwidacyjny OIL w Krakowie" z dn. 17 grudnia 1950 roku znajdujący się w aktach Ministerstwa Zdrowia, a przechowywany w Archiwum Akt Nowych w Warszawie (odpis tego protokołu jest w aktach OIL w Krakowie).
 
W ten oto sposób dopełnił się los izb i całego samorządu lekarzy w powojennej rzeczywistości.

* * *

Po „zniesieniu" Okręgowej Izby Lekarskiej i odebraniu jej majątku, budynek na Krupniczej 11a zasiedlono różnymi instytucjami związanymi ze służbą zdrowia. Były to przychodnie: Ogólnolekarska, Sportowa, ds. Uzależnień, wchodzące w skład Miejskiego Szpitala Zespolonego im. G. Narutowicza, a także Wojewódzki Ośrodek Doskonalenia Kadr Medycznych, Małopolskie Centrum Organizacji i Promocji Zdrowia, Wydział Polityki Społecznej i lokatorzy prywatni.
 
Gdy w roku 1989 odrodziły się izby lekarskie - krakowska Izba musiała poszukać lokalu, by móc podjąć działalność. Wynajęto wtedy najpierw 2 pokoje na ul. Zacisze. Po pewnym czasie, za sprawą lekarza wojewódzkiego, dr. Zdzisława Wójcika odzyskano część dawnej siedziby na Krupniczej, ale na zasadzie najmu.

opr. Barbara Kaczkowska

Na podst. „Kronika Izb Lekarskich w Polsce w latach 1945-2005" opracowanej przez Zygmunta Wiśniewskiego. Warszawa, 2005.